piątek, 9 grudnia 2016

Strata dziecka

Najgorsze co może się wydarzyć. Cholerne, bezsilne, niesprawiedliwe, realne, straszne. Jedyny moment w życiu człowieka, w którym wszystko przestaje mieć znaczenie i kiedy naprawdę pragnie się umrzeć. Nic nie pomaga bo jest to niewytłumaczalne cierpienie i sprzeczność z naturą powszechnie rozumianą. Filozofia, etyka, nauka, morale, abstrakcja i fantazja, materializm i wszelkie wynalazki ludzkości - są bez wartości.
Jeżeli o tym wiem to dlaczego pocieszam, próbuję pomóc? Jestem matką, położną, człowiekiem. Myślę, że zdrowie i życie są nadrzędne. Wiem, iż ogrom cierpienia, którego doświadczają rodzice jest przenikliwy do szpiku kości. Wiem również, że rodzice żyją i trzeba im pomóc. Nie jest istotą wiek, liczy się człowiek.
Tylu, ilu jest ludzi, narodowości na całym świecie - tyle jest charakterów, myśli i sposobów na pogodzenie się z niesprawiedliwością. My, ludzie, mamy niebywałą zdolność umiejscowienia i szufladkowania swoich przeżyć w głowie. Umysł zaś wypiera złe rzeczy abyśmy mogli żyć. I tak kółko się zamyka.  Mamy też umiejętność niesienia wsparcia lub pomocy potrzebującym.
 
Napisałam to dzisiaj, ponieważ myślałam, że Alunia, moja córeczka zaginęła. Głupio i przypadkowo. Po godzinie się odnalazła; wszystko było w porządku - pani w szkole zabrała ją na dodatkowe zajęcia, tak po prostu. Ale moje myśli krążyły wokół najgorszego. 
Mój zawód nie zawsze koreluje z odczuwaniem szczęścia i ogromnym wzruszeniem. Niekiedy są trudne sytuacje przez które muszę przebrnąć. Są to choroby pacjentek, znajomych, bliskich, a także widma śmierci. Zawsze staram się pomóc wykorzystując wszelkie dostępne i znane mi środki. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz